Blog
Matuzalem-in-spe
Jan Herman
Jan Herman filozofia życia codziennego
71 obserwujących 2013 notek 1012144 odsłony
Jan Herman, 16 maja 2017 r.

Darcie pierza

254 14 1 A A A

Jest coś magicznego między ideologią a polityką. Obie robią wrażenie, że nie potrafią bez siebie żyć, ale – o dziwo, nawet gdy wirują złączeni w tańcu – żyją każda z osobna, odrębnymi ścieżkami się krzątają.

Dla „bezpieczeństwa procesowego” wstawię tu dwie amatorskie definicje:

1.       Ideologia – to pakiet wartości i wielowymiarowy obraz świata namalowany tymi wartościami, przy czym obraz ten MOŻE zawierać „wstęp historyczny”, a MUSI zawierać wizję przyszłości i jakieś projekty „dojścia” do pożądanego, wskazanego stanu spraw;

2.       Polityka – to sztuka kolektywnego zarządzania alokacjami dobra wspólnego-publicznego, zarządzania legitymizowanego ustrojowo-systemowymi mechanizmami wyłaniania reprezentantów i przedstawicieli Ludności, wyposażonych w prerogatywy władcze;

Może nieco ryzykuję, ale zauważam, że nawet najbardziej odległe od siebie ideologie i polityki przywołują – w naszych czasach – identyczne słowa, choć różne im przydają znaczenia, czasem subtelnie inne. Na przykład Wolność, Dostatek, Bezpieczeństwo, Człowiek, Współpraca, Jedność-Różnorodność.

Paradoksalnie – najbardziej bezwzględna rywalizacja ideologiczna i polityczna odbywa się między nurtami „pokrewnymi” , natomiast kiedy „odległości” są w tych sprawach rosnące – krzywdę robią sobie wyłącznie bojówkarze (nie umiem tak na szybko znaleźć bardziej taktownego określenia).

Moi znajomi mają niewątpliwie kłopot z zakwalifikowaniem mnie w przestrzeni ideowej – i nie mam zamiaru im tego ułatwiać, każdy chce przecież być „jedyny w swoim rodzaju”. Politycznie – jako wybór serca, duszy, rozumu i sumienia – jestem przeciw temu, co nazywa się liberalizmem, a co ja uważam za utopię, wobec powszechnego u Człowieka narowu monopolizowania-zaklepywania wszystkiego, co „oszacowane” na więcej niż „zero”, od miejsca w kolejce do kasy po znaczące w społeczeństwie uprawnienia specjalne.

Patrzę na rzeczywistość „szerokokątnie”: stąd liberalizm, niezasłużenie, wyolbrzymiam stawiając go  po jednej stronie, a po drugiej (mojej) – całą wiązkę różnych nurtów konserwatywnych i lewicowych.

Konserwatyzm posługuje się takim słownictwem jak Człowiek, Wspólnota, Wiara, Patronat-Mecenat, Opieka, Miłosierdzie, Bliźni, Hierarchia, Namaszczenie, Sąsiedztwo, Pokrewieństwo-Rodzina, Wolontariat, Cech, Izba, Tradycja, sumienność-Rzetelność, Braterstwo.

Lewica posługuje się takim słownictwem jak Kolektyw, Samorządność, Spółdzielczość, Sprawiedliwość Społeczna, Związek Zawodowy, Strajk, Manifa, Prawa Człowieka i Obywatela, Rewolucja, Walka Klas, Partia Robotnicza, Obumieranie Państwa, Postęp Społeczny.

Może dlatego, że wychowałem się w środowisku PGR-owskim (wieś, parafia) i zarazem korzystałem z dobrodziejstw PRL, dzięki którym miałem okazję uczyć się, działać publicznie i poznawać świat – dostrzegam w znakomitej większości swoich bliźnich te same skłonności co u siebie: trochę słownictwa konserwatywnego, trochę lewicowego. W ogóle sądzę – nie mając w ręku badań pod takim właśnie kątem – że jesteśmy społeczeństwem konserwatywno-lewicowym, mieszającym w sobie zapatrywania patriotyczno-lokalne i narodowe z wyborami „oddolno-roszczeniowymi” wywiedzionymi z wrażliwości społecznej i humanitarnej.

To wyjaśnia nam takie oryginalia polskie jak drobne i średnie gospodarstwa chłopskie, wszechobecność największego z kościołów w świecie polityki (patrz: definicja polityki powyżej), specyfikę Solidarności (tej pierwszej: Matka Boska w klapie i projekt Samorządnej Rzeczpospolitej).

Gdyby nie „oswojenie” Zachodem (oparte na urzeczeniu blichtrem i fasadową „demokracją”) oraz gdyby nie konkretne uwikłania-interesy elit rządzących po 1989 (post-komuny i „estosowców” opozycji zwanej demokratyczną) – liberalizm w Polsce miałby szanse żadne, nijakie. Został Polsce narzucony, zainstalowany podstępem.  Przy czym warstwa ideologiczna liberalizmu idzie swoją ścieżką, a warstwa polityczna – to etatyzm czystej krwi.

Na własny rachunek wyodrębniam Decydenturę (zarządcy najważniejszych kamaryl politycznych) oraz Nomenklaturę (janczarzy i władykowie w służbie Decydentury, zagospodarowujące kiście geszefciarskie). Liberalizm w sferze „narracji” – a dyktatura „monopoli rynkowych” w sferze budżetów.

Przeciw nim stawali zawsze Oburzeni (patrz: przesłanie S. Tymińskiego i reakcja na nie, ruch Samoobrony, feeria rozmaitych środowisk „oburzonych”).  

Konserwatyści i lewicowcy są w Rzeczpospolitej przełomu tysiącleci w jednakim położeniu: zetatyzowany pseudo-liberalizm zdołał im narzucić swoje słownictwo i ukraść im najbardziej nośne pojęcia (Demokracja, Rynek, Wolność, Humanizm, Przedsiębiorczość) – które wykluły się gdzie indziej, a liberalizm je „zaprzychodował”.  Stąd przeciętny pseudo-liberał, nawet najmniej „lotny”, może swobodnie opowiadać ponętne dyrdymały, a łapskami penetrować ludziom kieszenie, domy, konta bankowe, skrytki na poddaszu.

Ale też konserwatyści i lewicowcy mają wystarczająco w sobie pasji, by się wzajemnie tłuc bejsbolami, ku uciesze „rozjemców” liberalnych. W tym wszystkim giną na suchoty zarówno najlepsze projekty konserwatywne (każdemu zapewnić godne minimum, umacniać swojszczyznę-pra-obywatelstwo), jak też lewicowe (samorządność ponad prerogatywy państwowe, spółdzielczość jako podstawa życia gospodarczego). Do tego pseudo-liberalizm (statyści, Decydentura, Nomenklatura) drenują Lewicę i Konserwatyzm z rozgarniętych kadr (patrz: przykłady D. Rosatiego czy R. Giertycha).

 

*             *             *

Cóż zatem pozostaje mi, który to wszystko widzi (na miarę swoich skromnych możliwości), a na portalach społecznościowych widzi też, jak hejtują na siebie – we własnych rodzinach – ludzie lewicy i (na innych portalach) ludzie konserwatywni?

Pseudo-liberalizm ma jedną, ale decydująca przewagę nad lewicowcami i konserwatystami: daje do zrozumienia swojemu „elektoratowi”, że może robić i głosić co tylko zechce, byle skutecznie wdeptywał w ziemię konserwatystów i lewicowców, ośmieszając, obrzydzając, co kto potrafi. A jeśli zapiszesz „dobrą kartę” (Demokracja, Rynek, Wolność, Humanizm, Przedsiębiorczość) – masz niemal pewność, że twoja kiść geszefciarska wygra przetarg, konkurs, wskazani przez ciebie „krewni i znajomi” wejdą w skład poszerzającej się Nomenklatury, a rozkwitające „państwa w państwie” będą Ciebie „inkorporowały”, na pohybel Wykluczonym, czyli „lewakom-komuchom” i „naziolom-parafianom”. I niech oni się sami pozagryzają…

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Tagi

Tematy w dziale Społeczeństwo