Blog
Matuzalem-in-spe
Jan Herman
Jan Herman filozofia życia codziennego
71 obserwujących 2013 notek 1012144 odsłony
Jan Herman, 9 maja 2017 r.

Pilnym uczniom

542 11 1 A A A

Podpowiadam prymusom uczącym się na kierunkach zwanych społecznymi (politologia, socjologia, prawo, pedagogika, cybernetyka społeczna, historia, ekonomia, psychologia, filozofia, itd.): ośrodki decydenckie na miarę 40-milionowego kraju nie mają żadnego znaczenia w świecie, w którym kilkadziesiąt korporacji „towarowych” ma budżety (nie obroty, tylko nadwyżki) większe niż budżety decydentów w takich krajach, a korporacje „finansowe” nawet nie zauważyłyby, gdyby środki tej wielkości „wypłynęły” (zresztą, „wypływają”).

W obecnej dobie, kiedy jest już jasne, że motorem działań gospodarczych nie jest „przede wszystkim zysk” (bilans między korzyściami rachunkowymi i kosztami ich uzyskania), ale „przede wszystkim MAGNIFICENCJA” (osiągnięcie parametrów mastodonta i zarazem tabu-uświęcenie marki czy jawnego przedmiotu działania) – opowieści o tym, że w gospodarce chodzi o miejsca pracy i o zaspokojenie potrzeb „rynkowych” stają się dyrdymałami.

Budżety, a nie tygle gospodarki są oczkiem w głowie dowolnej Decydentury, a świat gospodarczy ma hierarchię dość precyzyjnie rozpisaną i poddaną niewidzialnej dyscyplinie: „masy” konsumentów i nano-przedsiębiorców są w tej hierarchii mierzwą, a właściwa robota zaczyna się od kiści geszefciarskich (przetargi, konkursy, zlecenia, zamówienia) obrastających Nomenklaturę (kliki, koterie, zatrzaski lokalne, sitwy), ta zaś podporządkowana jest Decydenturze (patrz: Pentagram, czyli „summa” mega-polityki, mega-biznesu, mega-służb, mega-gangów, mega-mediów).

Budżety zatem – a nie całość gospodarki w jej złożoności. Choćby nie wiem jaki kryzys i katastrofa – założony budżet musi być zebrany i wydatkowany. Na poziomie Nomenklatury, tym bardziej Decydentury, rozmyślania w kategoriach zysku są nie tylko infantylne, ale i szkodliwe, bo nieuchronnie prowadzą do refleksji o Rynku, Demokracji, Wolności i podobnych zadęciach (to są oczywiście dylematy europoidalne, bo w kulturach orientalnych (np. arabskich, chińskich) one w ogóle nie istnieją, a w kulturach rosyjskich czy hinduskich albo indonezyjskich czy latyno-amerykańskich – są śladowe).

No, i jesteśmy bliżej sedna. Budżetami administrują (wykonawczo) tzw. Państwa Adekwatne (resorty oświaty, nauki, kultury, handlu, sportu, turystyki, lecznictwa, socjalu, itp.), ale zarządzają nimi tzw. Państwa Stricte (top-zarządy resortów dyplomacji, służb sekretnych, infrastruktury, obronności, finansów, policji, tele-komunikacji, cyfryzacji-tele-informatyki, itp.).

To Państwa Stricte grają w grę globalną i w gry kontynentalne. One organizują „chleb i igrzyska” dla konsumentów i nano-przedsiębiorców, one organizują i rozstrzygają głosowania zwane wyborami (jak mają humor, to je udramatyzują), one ustawiają rankingi i ratingi, wskaźniki, parametry, indeksy, stopy, taksy, tabele i wszystko, co się nazywa statystyką. To one decydują, jakiego języka należy używać, jakich słów dobierać do opisu zdarzeń i procesów, i czym zajęta będzie uwaga teległuptaków.

Polska nie jest Koreą Północną czy Iranem: tkwi po uszy w grze (cudzej) o sprawy, które możemy sobie co najwyżej wyobrażać. Jest jasne, że nasz kraj jako część Europy Środkowej – jest penetrowany przez Państwa Stricte Europy, Ameryki, Rosji i Chin. Kto nie wierzy, ten niech sobie wypisze 100 polskich top-prominentów po 1970 roku, i prześledzi ich wybory-decyzje-wypowiedzi, niech też przejrzy 20 wiodących mediów tego okresu. Wtedy staje się jasne, kto „rusek”, kto „amerykan”, kto „europoid”, kto „kitajec”. Takie gejzery jak Lepper, Kukiz (bo na pewno nie Palikot, wzięty w karby zanim urósł) – szybko są sprowadzane do zaprzęgów, a jeśli są niesterowalne – to się je przydusza i sytuacja się „normalizuje”. Jaśniej? Akurat obecna formacja przestawia Polskę z opcji europejskiej na amerykańską. Nienerwowo, ale bez właściwego wyczucia.

Na tym tle śmieszne wydają się łapanki i polowania na „tajniaków-współpracowników-funkcjonariuszy”, przy jednoczesnej nadzwyczajnej tolerancji dla tych, którzy szybciej i sprawniej przebudowali się pod nowe sztance. Równie śmieszne wydają się harce wokół takich „państw w państwie”, jak dyplomacja, służby, skarbówka, wymiar sprawiedliwości. Ja bym też, na przykład, pilnie przyjrzał się „super-nowym” polskiej polityki. Bo – jakby to tu rzec – taki 40-latek płci dowolnej to „powinien się już ustatkować”, nieprawdaż? Da nam przykład los Mateusza Piskorskiego (niewtajemniczonym: posadzono go dokładnie w chwili, kiedy znalazł patent na obejście obstrukcji rejestracyjnej, stosowanej wobec założonej przezeń partię).

Czytelnik, a tym bardziej adept nauk społecznych, rozumie więc chyba, dlaczego nie napisałem ani słowa o PKB, o inwestycjach publicznych, o liderach rynku, o branżach wiodących-postępowych, o kursach walutowych, o oczekiwanej rentowności, o preferencjach gospodarstw domowych, o konkurencyjności, o skłonności do oszczędzania, o inkubatorach biznesu. O niczym, co mieści się w pojęciu „czysta ekonomia”. A mógłbym, wszak zaliczyłem ładnych parę przedmiotów składających się na ekonometrię, czyli zmatematyzowane modele gospodarcze.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Tagi

Tematy w dziale Społeczeństwo