Blog
Matuzalem-in-spe
Jan Herman
Jan Herman filozofia życia codziennego
71 obserwujących 2013 notek 1012144 odsłony
Jan Herman, 13 marca 2017 r.

Kaczyńskiego zdolność jednoczenia

1315 22 1 A A A

Jarosław Kaczyński – to go różni(ło) od brata – jest drażniący. Mogę się mylić, bo nigdy go nie widziałem „na żywo”, ale uchodzi za takiego, który ma niską „zdolność towarzyską” i najlepiej się czuje „sam ze sobą na sam”. W każdym razie nie jest tym typem jajcarza, który byłby zdolny dla hecy ukraść księżyc. Należy do tej „połowy” ludzi, którym pamięta się wszystko co niewłaściwe, nieładne, ośmieszające – a to co dobre, budujące i nadzwyczajne – uznaje mu się z trudem. Gdy przegra – to znaczy, że „zasłużył sobie”, gdy wygra – to trudno, „udało mu się”. Na to nie ma lekarstwa, „ten typ tak ma”. Prędzej o nim powiemy „ponury” niż „serdeczny”. Facecje na jego temat „zawsze wydają się na miejscu”, a jego wiernych drużynników ma się za ludzi ograniczonych.

Skoro więc od ćwierćwiecza trzyma w ryzach i rozbudowuje formację polityczną, przydając jej znaczenia i wpisując ją do Historii oraz do Wikipedii – musi mieć jakiś dar szczególny. Taki przymiot ludzki, który innych urzeka i obezwładnia. Coś, co jest szczere i autentyczne, co przeczy „złemu”, jakie się o nim rozprzestrzenia. W moim przekonaniu jest to pasja polityczna, przemożny nałóg robienia rzeczy w skali 10:1 i większej, co jego przeciwnicy przedstawiają jako ponurą skłonność do „demiurgii”.

O „negatywnie jednoczącej sile” Kaczyńskiego przekonaliśmy się w 2015 roku. Skupił on na sobie zmasowany „hejt” prewencyjny” po głosowaniach prezydenckich, a po głosowaniach parlamentarnych nastąpiło apogeum, wzmocnione szokiem na skutek skali zwycięstwa, pośród którego słowo „faszyzm” nie należało do najostrzejszych epitetów. Oczywiście, liderem hejtu była formacja przegrywająca w 2015 roku wszystko, gołym okiem można było dostrzec „zmasowany profesjonalizm” hejtu sterowanego w mediach – ale nawet ta okoliczność nie osłabia wrażenia, że pan Jarosław „ma ten dar”.

Funkcjonuje więc on w osobliwej „otulinie niechęci”, za którą sobie „spokojnie knuje” rozmaite sprawy i sprawki.

Spośród spraw państwowych na czoło wysuwa się zapewne sprawa „zakonu”. Każda partia parlamentarna ma tak zwaną „jazdę obowiązkową”, listę tematów do obsłużenia, musi mieć zatem kadrę kilkudziesięciu osób, które rozumieją się wpół gestu. Niegdyś „zakonem” Jarosława było PC, ale lata lecą, polityka się dzieje, ludzie się wykruszają. Poza tym co najmniej kilkanaście osób, które przez jakiś czas były „duże”, przeniosło się poza obszar promieniowania Kaczyńskiego. PiS ma problem ten sam, jaki miało PO – po rejteradzie brukselskiej Tuska. Ewentualna niemoc pana Jarosława nie ma „kamizelki” w postaci zastępu druhów, raczej towarzystwo rzuci się sobie do gardeł.

Drugą sprawą państwową jest Międzymorze, „koncept jagielloński”. Jestem po tej samej stronie, kibicuję Europie Środkowej, ale nie w formule jagiellońskiej: Rzeczpospolita Obojga Narodów to była uzurpatorska, lechicko-szowinistyczna, sobiepańska sekwestracja wszystkiego co „niczyje” między Niemnem a Dnieprem i Dniestrem. Koncept jagielloński stawia głównie na relacje polsko-ukraińskie, gdy tymczasem kulturowe serce Europy Środkowej bije przede wszystkim w przestrzeni między Lwowem, Bukaresztem, Zagrzebiem, Budapesztem, Wiedniem, Pragą, Krakowem (tam akurat znajdują się najstarsze uniwersytety środkowo-europejskie, do których warto dopisać Wilno i Tartu).

Trzecią sprawą jest wpisywanie Polski – w pęczniejącym globalnym konflikcie przyszłości – w grono politycznych akolitów USA, na szkodę Chin. Wszystkie mocarstwa świata – poprzez całą Historię – „są siebie warte” co do metod, (i nie jest to komplement), ważne jest jednak to, co jest rzeczywistym ich interesie tych mocarstw. Otóż w interesie Ameryki jest wciąż od nowa poszukiwanie obszarów do „strzyżenia” (stąd wciąż ponawiane przedsięwzięcia imperialne), a w interesie Chin jest znalezienie sensownego ekonomicznie zajęcia dla 1,5 miliarda ludzi, którzy już „wyrośli ponad” konfucjańską formułę pokornego posłuszeństwa zasadzie państwowej. Kaczyński postawił bezwarunkowo na USA.

Czwartą sprawą jest – i nie umiem tego wytłumaczyć sobie – tkwienie Jarosława Kaczyńskiego w staro-podręcznikowej formule „dwóch wrogów”, Rosji i Niemiec. Tymczasem Rosja już od paru lat raczej broni się przed zaborczą ekspansją USA, a Niemcy w panice, rozpaczliwie ratują teutońską formułę UE. Polskę traktują jak upierdliwego podskakiewicza, z którym nie da się inaczej prowadzić interesów, jak pod przymusem. Rosja oddała się pod opiekę Chin (BRIC-S), Niemcy od czasów międzywojennych działają pod bardziej lub mniej przemożnym wpływem USA, są więc obecnie „inwestorami zastępczymi” polityki globalnej. Czyżby Kaczyński tego nie widział?

 

*             *             *

W dwóch „grubych” sprawach jestem po stronie Kaczyńskiego, choć w innych jestem w zdecydowanej opozycji:

1.       Pierwszą sprawą jest niepodważalne jego prawo, wynikające z legalności zarejestrowanej partii PiS, do zarządzania po swojemu aktywem partyjnym, a kiedy formacja jest u władzy – zarządzanie postępowaniem tej partii wobec Państwa. Zarzuca się Kaczyńskiemu, że rządzi „z tylnego siedzenia”, że odgrzewa PRL-owską formułę „partia kieruje, rząd wykonuje”, że wprowadza obcą demokracji nieprzejrzystość rządów, że ważne sprawy ustrojowe forsuje „siłowo”. To nie powinno być nigdy przedmiotem zarzutu, a tym bardziej anatemy-infamii, zwłaszcza że dokładnie to samo można zarzucić poprzedniej formacji, tyle że bardziej „eleganckiej” w działaniu (to kwestia takiej czy innej osobowości lidera);

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Tagi

Tematy w dziale Polityka